1 listopada, Dzień zadumy i miłości na pokaz.
Wczoraj był dzień Wszystkich Świętych. Dzień, w którym wszyscy, albo większość z nas, odwiedziło groby bliskich zmarłych.
Co roku odwiedzam groby bliskich- dziadków, pradziadków, sąsiadów, wujków, cioć, znajomych. Pamiętam o nich od lat.
Ale pamiętam też nie tylko w tym konkretnym dniu, a cały rok staram się jeździć i zapalać światło na ich grobach. To jest dla mnie ważne.
Pamiętam kiedy byłam dzieckiem, podczas mszy w tym dniu zawsze spotykała się rodzina. Później była kawa, rozmowy i narzekanie jak to tylko na tych grobach się spotykamy, że teraz już będzie inaczej (podobnie jest na pogrzebach).
A później przychodzi codzienność i na gadaniu się kończy. Nie wierzę w szczere intencje, w to, że tęsknimy, że chcemy się spotykać. Jeśli tak naprawdę byśmy chcieli to nie byłoby problemu w spotykaniu się w ciągu roku.
Jeśli zależy mi na kimś, na jakiejś znajomości, bo czuję się w tym towarzystwie dobrze, a rozmowy są ciekawe, to nie ma problemu, żeby umówić się i spotkać. I wtedy ustalam termin i się spotykam.
Najgorzej kiedy ktoś mówi “Musimy się kiedyś spotkać”. Dla mnie to jest znak, że do takiego spotkania nigdy nie dojdzie i zazwyczaj mam rację.
Żeby nie było, że obudzisz się za rok, znowu w tym dniu, i znowu powiesz “zabrakło nam czasu”. Czasu nie zabrakło, tylko ochoty na spotkanie.
Najważniejsze w tym święcie jest to, żeby nie zapominać o tych, których kochamy, podziwiamy, za którymi tęsknimy, tylko spotykać się jak najczęściej się da, bo czasu nie cofniesz, a nigdy nie wiesz co będzie za chwilę.
Kochaj, szanuj, rozmawiaj. Po prostu BĄDŹ!
Z czułością
Jola


