Marzenia się spełnia

Włochy. Udana niespodzianka dla męża.

Witajcie kochani,

mój mąż naprawdę boi się cokolwiek mówić, bo On już wie, że jak coś powie, to ja to zakoduję, zapamiętam i wykorzystam przeciwko niemu. Oczywiście to nie tak 🙂

Włochy były moim marzeniem. Słuchałam opowieści brata i bratowej, którzy byli tam kilka razy. Pracując z dziewczyną, która jeździła przez wiele lat na wakacje do Neapolu, nasłuchałam się niesamowitych opowieści o atmosferze tam panującej, o smakach, zapachach, widokach. Marzyłam, marzyłam, i pewnego dnia będąc u brata, zapytałam czy nie pojechalibyśmy wszyscy razem do Włoch. Dwie rodziny, dwa samochody, kilka tysięcy kilometrów i już. Nie trzeba ich było długo namawiać. Było tylko jedno ale, mój mąż nie mógł się o tym dowiedzieć. To miała być niespodzianka, a poza tym, wiem jak by zareagował. Standardowo 🙂 nie ma pieniędzy, nie mogę zostawić warsztatu, to jest niemożliwe.

I tak zaczęło się planowanie. Szukanie domu wakacyjnego, zbieranie pieniędzy, uzgadnianie co będziemy robić, co zwiedzać, kiedy do Rzymu, kiedy Neapol. Było tego trochę, ale bardzo szybko to ogarnęliśmy.

Dom wakacyjny z pełnym wyposażeniem na 8 osób wynajęliśmy w miejscowości Teraccina, jakieś 100 km na południe od Rzymu i 150 km od Neapolu. Chcieliśmy zwiedzić i jedno, i drugie miasto. Dom na strzeżonym osiedlu, 300 m do morza, wszędzie monitoring. Prywatna plaża z parasolami, leżakami. Przepiękne miejsce. Mała mieścina, w której turystów raczej nie było. Same włoskie rejestracje.

Wracając do męża- o wyjeździe dowiedział się na miesiąc przed podróżą, bo musiał przygotować samochód do trasy. Był zły, zdziwiony, nie wiedział co powiedzieć. Zastanawiał się skąd wzięłam pieniądze na opłacenie wszystkiego, na odłożenie kieszonkowego, ale On wie, że ja to potrafię.

Pojechaliśmy i do dziś wspomina ten wyjazd. Włochy bardzo mu się spodobały. Był zachwycony smakami, widokami, kulturą. W Rzymie do centrum podjechaliśmy metrem, później chodziliśmy pieszo. Niesamowite przeżycie, jak w filmie. Wąskie uliczki, stoliki przed restauracjami. Pyszne jedzenie. Mieliśmy osobistego przewodnika, siostrę mojej bratowej, która pokazała nam te najbardziej urokliwe miejsca. To u niej zjedliśmy pysznego arbuza, szynkę włoską, oliwki z wody z pestkami, biały ser, pyszny chleb. Specjalnie dla nas kupiła to wszystko w małym sklepiku, żebyśmy mogli posmakować.

W miejscowości, w której mieszkaliśmy, byliśmy w restauracji i tam spróbowaliśmy makaronów, pizzy, piwa, wina. Tylko nie miał nas kto obsłużyć 🙂 Nikt z obsługi nie mówił po angielsku czy niemiecku. Najpierw posłuchali po jakiemu rozmawiamy i podesłali kelnerkę, która była Ukrainką, bo wydawało im się, że jesteśmy z Rosji. Nie było łatwo, ale zamówiliśmy wszystko, co chcieliśmy, a kelnerka za trud włożony w obsługę dostała spory napiwek.

Neapol zaskoczył nas tonami śmieci, już na samym wjeździe na autostradzie. Miasto brudne, ale mimo wszystko piękne. Cudowne uliczki, z wiszącym praniem nad głowami. Grupki młodych Włochów stojących na ulicach, ubranych w garnitury, z wyżelowanymi włosami. Wszystko rodem z „Ojca chrzestnego”. No i my, jeżdżący samochodem po Neapolu! Mój mąż do dziś ma ciarki, jak o tym wspomina. Tam jeżdżą jak chcą! Przepisy nie istnieją. Byliśmy przerażeni. Ale jeśli chcecie kupić figurki na przykład Maradony, albo trenera włoskiej drużyny piłkarskiej, do szopki bożonarodzeniowej to możecie to zrobić o każdej porze roku- my byliśmy w lipcu i mieliśmy taką możliwość.

To był niesamowity wyjazd. Pełen słońca, dobrego jedzenia, świetnej atmosfery. Mieliśmy okazję poznać wiele pięknych miejsc. Kolory w tamtej części świata są obłędne. Klimat Rzymu i Neapolu jest niepowtarzalny.

Jadąc do Włoch, przejeżdżaliśmy przez Austrię 🙂 Zachwycaliśmy się Alpami. Byłam już kiedyś w szwajcarskich Alpach, dlatego ten widok był mi znany, ale mąż był zauroczony i wymcknęło mu się, że chciałby kiedyś pojechać do Austrii. I zgadnijcie co się wydarzyło? 🙂 Czy Jego marzenie się spełniło? O tym w następnym wpisie 🙂

Ja mam nadzieję wrócić jeszcze kiedyś do Szwajcarii, bo…

…JESTEM TEGO WARTA 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *