Marzenia się spełnia,  Moje książki

„Przyjaciółki z podwórka” w akcji. Wywiad do telewizji internetowej. Kolejne doświadczenie.

Witajcie kochani,

po wywiadzie do naszej śremskiej gazety, przyszedł czas na wywiad do telewizji. Co prawda internetowej i też naszej, lokalnej, śremskiej, ale zawsze lepsze to niż nic. Staram się promować książki, reklamować gdzie i kiedy mogę, a taki wywiad jest kolejną formą promocji. Wzięłam udział w programie z cyklu „Jak to się zaczęło?”, który można obejrzeć na Facebook’u @tvklubowa.

Mimo, że uczyłam się wystąpień publicznych, prowadziłam szkolenia adaptacyjne dla nowych pracowników w firmie, była ambasadorem, który prowadzi prezentacje dla grup uczniów ze szkół średnich, to każde takie wystąpienie jest dla mnie kolejnym wyzwaniem i nowym doświadczeniem. Jestem jednak bardzo szczęśliwa, że mogę w tym uczestniczyć, że jestem tego częścią.

Mój wywiad zobaczyło ponad tysiąc osób! Wielu znajomych gratulowało mi. Udostępniałam wszędzie, pokazywałam rodzinie, przesyłałam linki do wywiadu. Mimo to, będąc u rodziców i uczestnicząc w oglądaniu wywiadu, czułam się dziwnie i nieswojo. Nie wiem do końca z czego to wynika, ale mam wrażenie, że ludzie źle mnie ocenią, że będą „gadać”. Nie wiem dlaczego tak myślę! Nie wiem czemu mieliby mnie źle ocenić, przecież nie mówię nieprawdy, nie kłamię, mówię wszystko tak, jak jest. A może boję się, że ocenią mnie właśnie przez tą moją szczerość i otwartość?

Po moim wywiadzie do gazety osoby pracujące w telewizji zaczęły interesować się tym, co robię, co to są za książki. Zaczęły mnie obserwować w mediach społecznościowych. Aż wreszcie pewnego dnia przyjechali do mnie zapytać czy byłabym chętna na wywiad. Mimo ogromnego strachu i obaw przed oceną innych, zgodziłam się, bo bardzo chcę, żeby książki zyskały popularność i jak najwięcej osób je czytało. Umówiliśmy się w moim domu. Z niecierpliwością czekałam na ten dzień. Niby nie byłam zdenerwowana, ale jak przyszło co do czego, to okazało się, że trochę mi drży głos, a serce bije mocniej.

Przyjechała ekipa, którą w większości znałam. To jednak nadal nie zmieniało faktu, że nerwy były. Mężowi kazałam wyjść z domu do pracy, żeby mnie nie rozpraszał, ani nie rozśmieszał. Zostało wybrane miejsce, w którym będzie nagranie, czyli moje ulubione miejsce w domu- przy kominku, z moimi książkami, na bujanym fotelu. To miejsce kojarzy mi się bardzo pozytywnie, z takim ciepłem domowego ogniska. A ja siedzę w tym fotelu jako jego strażniczka.

Miałam odpowiadać na pytania, których nie znałam wcześniej. Zawsze była możliwość dogrania czegoś, nagrania ponownie, ale w sumie nagranie wyszło za pierwszym razem. Nie widziałam sensu nagrywać czegoś ponownie, bo wyszłam z założenia, że dzięki temu, że nie było perfekcyjnie, wyszło to bardzo naturalnie. Byłam dumna z siebie. Dziewczyna, która zadawała mi pytania stwierdziła, że za dużo nie musiała mówić, bo ja cały czas „gadałam”. Na co mój mąż stwierdził, że On wiedział, że tak będzie, bo ja taka gaduła jestem 🙂 No cóż! Tak jest i nie mam nic na swoją obronę. Stwierdziłam, że jeśli mówi się o czymś, co jest twoją pasją, co lubisz, co sama tworzysz, to jest łatwiej. W końcu mówiłam o czymś co znałam od podszewki, wiedziałam jakie miałam przemyślenia, co chciałam przez to powiedzieć, jaki był zamysł książek, co w nich jest, jakie bohaterki. To jest od początku do końca mój projekt, dlatego jest mi łatwo o nim mówić. A to, że pisanie to moje hobby, pasja, zamiłowanie, które przez jakiś dłuższy czas było gdzieś zapomniane, to już inna sprawa. Umiałam jednak odpowiedzieć na pytanie „Jak to się zaczęło?”.

Cały dzień miałam z głowy, tak bardzo przeżywałam to nagranie. Odetchnęłam z ulgą kiedy było już po. Poinformowałam rodzinę i znajomych kiedy emisja, i czekałam. Z duszą na ramieniu wyczekiwałam dnia emisji. Kiedy już nagranie pojawiło się na FB wrzuciłam informację na media społecznościowe i czekałam na reakcję. I wtedy się zaczęło. Gratulacje, pozdrowienia, słowa uznania płynęły od wszystkich znajomych i rodziny.

Uśmiałam się na początku, bo zażartowałam, że myślałam, że przyjadą z wielką kamerą, będą ją ciągać na szynach – wiecie, jak w filmie 🙂 że będą metry kabla, wielki puchaty mikrofon na wysięgniku 🙂 a tu telefon, zwykły stojak do telefonu, mikroporty i tyle 🙂 Tak technika poszła do przodu 🙂

Dobrego dnia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *